Niedzielnym wieczorem w Piwnicy odbył się koncert. Blues w wydaniu klasycznym. A ja przecież nie jestem fanem bluesa ani odrobinkę. Jednak poszedłem, było warto. Ale w sumie nie o tym. Najciekawszą rzeczą było to, że rozpiętość życiowo-doświadczeniowa była przeogromna. Od ludzi, którzy mają jeszcze kilka chwil do pełnoletności po innych, którym notorycznie udaje się przekraczać osiemdziesiątkę, nawet na terenie zabudowanym. Wszyscy bawili się tak samo dobrze, a Piotrek jeszcze lepiej :). Skrzypce rozmawiały z gitarami, a w przerywnikach poznawaliśmy historię harmonijki ustnej. Później wymuszony spacer przez opuszczone miasto. W strugach styczniowego deszczu, piwo, piłkarzyki, fajki, piwo. Chyba zacząłem wirować jak bąk, czas najwyższy coś z tym zrobić. A takie chwile jak ta niedzielna tylko trochę łagodzą ten niebyt i tylko na chwilę.
Strony
| P | W | Ś | C | P | S | N |
|---|---|---|---|---|---|---|
| « cze | ||||||
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
