zauważyliście pewnie, że natłok informacji z jakim się mierzymy przechodzi nie tylko pojęcie jednostki, ale spokojnie przeskakuje możliwości przetwarzania całej populacji. prawdę powiedziawszy chciałem znowu znaleźć sobie pretekst do ponarzekania sprywatyzowanego, ale dziś sobie odpuszczę. zajrzyjcie sobie na tego bloga. każdy znajdzie coś dla siebie.

po pierwsze można tam zobaczyć ludzi, którzy postawili sobie za cel ostatnich kilkudziesięciu dni ustalenie co tak na prawdę się stało. nie dysponują niczym więcej niż każdy inny przeciętny obywatel – śmietnikiem informacyjnym zwanym potocznie internetem.
natomiast wyciągają wnioski. jednym z tych wniosków jest stwierdzenie, że raport komisji badającej katastrofę to jedna wielka ściema. ktoś poświęcił czas i energię na to żeby się tego dopatrzeć. ja tego nie zauważyłem a przecież czytałem ten sam raport.
zresztą strona jest bogata w materiały różnej maści. padają pytania, które rzeczywiście zbyt długo nie znalazły publicznej odpowiedzi. bo niby dlaczego nie wiadomo o której nieszczęsny samolot wystartował?
oczywiście oprócz, faktów, obserwacji i nieodpowiedzianych pytań jest także morze spekulacji.
i o tym chciałem napisać. wydaje mi się, że mózg kocha uproszczenia. niby zgodne to wszystko z regułą brzytwy Ockhama, ale takie sformatowanie na cel prowadzi czasem do błędnych wniosków. i nagle część wierzących w spisek, widzi w poruszającej się na wietrze gałązce człowieka a inni w laptopie walizkę handlującego szczątkami oficera. łatwiej nam widzieć coś w co wierzymy.
problem w tym, że nie zawsze mamy dość samozaparcia, siły bądź czasu, żeby skonfrontować swoją wiarę choćby z innym punktem widzenia. wiem, że teorii jest morze, ale może warto zajrzeć tutaj, choćby po to, żeby ugruntować się w swoich przekonaniach.
o moim prywatnym sformatowaniu rzeczywistości następnym razem.
