Archiwum kategorii 'Uncategorized'

10
cze
10

umarł król, niech żyje król

Co prawda dzisiaj znowu postanowiłem poczytać o alternatywnej wersji wydarzeń ostatnich miesięcy, nie będzie politycznie.

Chciałem o rowerach. W Poznaniu na rowerze przemieszczałem się na trasie uczelnia-dom-uczelnia raz. Niby wszystko grało, ścieżka rowerowa od samego domu do (prawie) samej uczelni. Ale jakoś nie czułem powołania. Teraz sprawy się zmieniły, trochę dlatego, że sytuacja wygląda całkiem inaczej, a trochę, gdyż rower strasznie oszczędza czas w Leuven. Zamiast 30 minut pieszo + autobusem. Mam niecałe 10 rowerem. No i jakoś mi się w rachunku sumienia wypalone fajki rekompensują ;) .

Jak pozyskać rower? Można kupić. Stojący na ulicy, bądź na pchlim targu. Można kupić nowy, ale z tego co słyszałem bez odpowiedniego zabezpieczenia i składowania wydatek raczej jednorazowy. Można również wynająć. W Leuven organizacja zajmująca się wynajmem to Velo. Miesięczny koszt przy dłuższym użytkowaniu to jakieś 5 EUR. Rowery są takie sobie ale jeżdżą.
W końcu można dostać od uczelni :D . Ja połączyłem opcje 2 i 3. W dniu złożenia podania o rower akademicki dowiedziałem się, że czas oczekiwania na niebiesko-biały rowerek to jakieś 5 miesięcy. Mam go od dziś, więc albo czas płynie tak szybko i nigdy się nie obronię w 1,5 roku, albo ktoś minął się z prawdą.

Tak czy siak, kaucję dostałem z powrotem, zapłaciłem trochę więcej za miesiąc i teraz mam 7 przerzutek, więc:
umarł król, niech żyje król
Nigdy nie przypuszczałem, że to jest możliwe ale gdyby ten rower był troszkę większy byłby dla mnie za duży :)

29
kwi
10

Jedną nogą w Leuven

Akt I – podróż

Podróż zajęła mi połowe dotychczasowego pobytu w Belgii – 15 godzin. Autobus czerwony autobus… A raczej dwa. Z czego jeden żółty i z Białegostoku ;) Pierwszy podróżny kierunek Dublin. Zajęcie – kierowca w kebabie. Zainteresowania – historia i podróże. Zwiedził pół europy. W Polsce raz do roku. Drugi podróżny jedzie odwiedzić córke i dwie wnuczki we Francji. Spotykamy się w Berlinie. Dzieli nas różnica wieku i doświadczenia ale rozmowa jest bardzo przyjemna. Słucham historii. Uczył Rudiego Szuberta. Pracował przy okrętach wykładał na uczelnii a później zaciągnął się na statek i przepłynął prawie cały świat. I jak tu nie powiedzieć, że podróże kształcą ?

Akt II – hostel (czyli tło)

Po półokręgu ale w końcu do celu. Przy okazji zobaczyłem kawałek lokalnego świata. Pomyliłem się co do godziny check-in myślałem, że 8h00 okazało się, że 16h00. Polazłem na miasto. Później wróciłem okazało się, że mogę wprowadzić się wcześniej, wykąpać i takie inne przyjemności dnia codziennego. Wyszedłem na miasto pokój był pusty. Wróciłem jedna osoba – kobiece klapki. Nie jest źle nie będzie tłoku. Godzina 20h00 5 rozentuzjazmowanych dziewczyn z Hiszpanii. Poszły w miasto więc chyba się nie wyśpię. W pokoju komplet.

Akt III – poranek

Polazłem w miasto, trochę jeszcze otumaniony podróżą. Usiadłem na ławce i zgubny nałóg doprowadził do ciekawej rozmowy. Przysiadła się dziewczyna. Też po nie przespanej nocy. Też z masą drobnych i mniej kłopocików na głowie. Okazało się, że związki na całym świecie są tak samo skomplikowane. Okazało się też na szczęście, że jeżeli ludziom na sobie zależy wszystkie kłopoty można rozwiązać. Porozmawialiśmy o życiu zainteresowaniach, dowiedziałem się gdzie można zjeść dobre śniadanie, a ona o tym, że są bardziej niebezpieczne miejsca do jeżdżenia na rowerze niż Leuven.

Akt IV – poszukiwania

Powiem tak – nadal nie posiadam kąta na własność. Wykonałem kilka telefonów i jeżeli od września bym chciał, no od sierpnia nie ma sprawy, na maj znalazł się jeden biedny pokoik, który oglądam jutro.

Akt V – życie

No właśnie… co z życiem ?

09
mar
08

migawki z tygodnia

bedzie bez fotek i polskich (znowu) znakow ;)
w dojczlandzie zlecial mi juz tydzien. obserwacje:

  • niemieckie golebie sraja tak samo jak polski, niemieckie kaczki mowia w tym samym miedzynarodowym jezyku co polskie
  • woda w kranie jest niezla, tzn. przy moim obecnym stylu zywieniowym gdyby woda byla tak kiepska jak w poznaniu nie wychodzilbym pewnie przez pierwszy tydzien z ubikacji
  • akademik jest calkiem niczego sobie. pokoj mam swoj z oknem na swiat. jedyny brak wystepuje w kiblu, ale dopoki nie naucze sie poprawnie wymawiac zarowka po niemiecku, brak pozostanie ;)
  • podstawy niemieckiego same powolutku wchodza do glowy. najczescie jednak bardzo szybko przeskakuje na angielski. jednak pozbylem sie juz wstretu do wypowiadania zdan po niemiecku i raz po raz jakies sie przyplacze

znowu sie wypunktowalem a nie o to do konca chyba chodzilo. prawda jest taka ze nie jest tutaj zle, tzn. miasto mnie fascynuje, niemcy nie przeszkadzaja etc. nie czas i nie miejsce na porownania wiec powiem tylko co mnie tutaj zastanawia w pozytywny sposob.
komunikacja miejska. co prawda strasznie droga, ale bardzo dobrze rozwiazana (albo ja mieszkam w dobrej lokalizacji), nawet jak strajkuje (co sie niedawno zdarzylo) to w sposob poukladany i wczesniej zapowiedziany ;) innym aspetem komunikacji jest sposob pieszego i rowerowego poruszania sie po miescie. pisalem juz wczesniej jakie wrazenie zrobila na mnie mnogos sciezek rowerowych (chociaz dla mojej pracowej wspollokatorki udogodnienia rowerowe sa ponizej przecietnej), teraz mialem okazje obejrzec w praktyce jak to sie odbywa. rowerzysci sa jednymi z bardziej powazanych uzytkownikow drog (co bardzo czesto w perfidny sposob wykorzystuja) wiec zdarzylo mi sie obserwowac jak samochody jadace 2pasmowka zatrzymaly sie zeby przepuscic rowerzyste probujacego na czerwonym przejechac przez przejscie. kolejna kwestia, ktora mnie osobiscie cieszy jest zdrowe podejscie miasta do sygnalizacji drogowej. jezeli przechodze na czerwonym przez pasy gdy w odleglosci 300 m nie ma zadnego pojazdu dwu lub czterokolowego nikt nie robi z tego afery (no moze poza polakami ;) ale o tym za chwile). co wiecej jezeli nie ma sygnalizacji swietlnej a ja podchodze do pasow w wiekszosci przypadkow samochody sie zatrzymuja. co jest dosc mile chociaz blokuje ruch (gdyz ja nieprzyzwyczajony do tego typu uprzejmosci, przechodze dopiero gdy zaczna trabic ;) ).
jako ze niedziele etc. postanowilem wybrac sie dzisiaj do kosciola, a ze ponoc jest tutaj (teraz juz na pewno) polska parafia postanowilem wybrac sie wlasnie tam. kawal drogi. za rzeka a wiec w czesci miasta, w ktorej do tej pory nie mialem okazji sie pojawic. pewnie za jakis czas bede mogl zaczac rzucac nazwami ulic i dzielnic co da wtajemniczonym pelniejszy obraz tego co sie dzieje, ale na razie nie czuje sie jeszcze dostatecznie w tej materii wyedukowany. wybralem sie wiec do polskiego kosciola, z polskim prawem majatkowym (w niemczech na tace rzuca sie w podatku, w polskim kosciele siega sie do portfela). dziwnie brzmiala mi polska msza, melodia inna od tych dominikanskich, zawartosc rowniez. kosciol wypelniony ludzmi mowiacymi po polsku. okolice pozastawiane samochodami na polskich “blachach”. dziwne wydawalo mi sie to ze i ksiadz i ministranci mowia 100% poslkim, bez zadnego brzeczenia brzmiacego germansko. smiesznie wygladal ministrant z zawiazanym sznurem od alby tak jak gdyby nosil zbyt luzne spodnie. cala reszta byla zupelnie normalna, dzieci od czasu do czasu beczaly, organistka zawodzila, wierni przykucali oddajac poklon. na koniec ogloszenia parafialne i pierwszy odglos niemieckosci na tym skrawku polskiej ziemi. na jakis cel zebrali ilestam ojro :D pod kosciolem stali panowie rozdajacy ulotki zapraszajace na majowkowe party z polskim prawdziwym zespolem ze sztudgartu i polska kuchnia :) ja zauwazylem tylko ze do polskosci w takim wydaniu zupelnie mnie nie ciagnie.

migawki ze spaceru (glownie po stacjach metra) wrzuce jak w koncu dorwe sie rownolegle i do laptopa i do internetu i do danych z karty pamieci. wtedy juz bedzie standardowym powykrecanym polskim spisane, przynajmniej postaram sie zeby takie bylo :D

21
lut
08

wycieczka w niemieckość

tak sobie planowałem, bloga po angielsku o tym co mnie spotyka i spotykać będzie. pomimo, że jeszcze nie wyjechałem coś się pojawia. z założenia miało być naokoło nauki jednak potrzebę napisania o tym jak jest na codzień też mam. więc układ będzie taki. pikantne i niewyrażalne kawałki będą lądować tutaj a te bardziej bio i informatics tam.

ostatnio odbyła się moja druga wizytacja w kraju gładkiej drogi, ładu, porządku i popieprzonego języka. 20h po autostradach robi wrażenie, my nie mamy dróg mamy dróżki dla wyczynowców.

jest ładnie pięknie kolorowo, ale mój braciszek zauważył “że śmierdzi” (trochę racji ma), a ja że nie wszystko jest jak po maśle. konto w banku, wprowadzka do akademca… sporo jeszcze przede mną.

a powodów jest cała masa. oczywiście jeden jest najważniejszy :)




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.