Archiwum kategorii 'podroze' Category

09
mar

migawki z tygodnia

bedzie bez fotek i polskich (znowu) znakow ;)
w dojczlandzie zlecial mi juz tydzien. obserwacje:

  • niemieckie golebie sraja tak samo jak polski, niemieckie kaczki mowia w tym samym miedzynarodowym jezyku co polskie
  • woda w kranie jest niezla, tzn. przy moim obecnym stylu zywieniowym gdyby woda byla tak kiepska jak w poznaniu nie wychodzilbym pewnie przez pierwszy tydzien z ubikacji
  • akademik jest calkiem niczego sobie. pokoj mam swoj z oknem na swiat. jedyny brak wystepuje w kiblu, ale dopoki nie naucze sie poprawnie wymawiac zarowka po niemiecku, brak pozostanie ;)
  • podstawy niemieckiego same powolutku wchodza do glowy. najczescie jednak bardzo szybko przeskakuje na angielski. jednak pozbylem sie juz wstretu do wypowiadania zdan po niemiecku i raz po raz jakies sie przyplacze

znowu sie wypunktowalem a nie o to do konca chyba chodzilo. prawda jest taka ze nie jest tutaj zle, tzn. miasto mnie fascynuje, niemcy nie przeszkadzaja etc. nie czas i nie miejsce na porownania wiec powiem tylko co mnie tutaj zastanawia w pozytywny sposob.
komunikacja miejska. co prawda strasznie droga, ale bardzo dobrze rozwiazana (albo ja mieszkam w dobrej lokalizacji), nawet jak strajkuje (co sie niedawno zdarzylo) to w sposob poukladany i wczesniej zapowiedziany ;) innym aspetem komunikacji jest sposob pieszego i rowerowego poruszania sie po miescie. pisalem juz wczesniej jakie wrazenie zrobila na mnie mnogos sciezek rowerowych (chociaz dla mojej pracowej wspollokatorki udogodnienia rowerowe sa ponizej przecietnej), teraz mialem okazje obejrzec w praktyce jak to sie odbywa. rowerzysci sa jednymi z bardziej powazanych uzytkownikow drog (co bardzo czesto w perfidny sposob wykorzystuja) wiec zdarzylo mi sie obserwowac jak samochody jadace 2pasmowka zatrzymaly sie zeby przepuscic rowerzyste probujacego na czerwonym przejechac przez przejscie. kolejna kwestia, ktora mnie osobiscie cieszy jest zdrowe podejscie miasta do sygnalizacji drogowej. jezeli przechodze na czerwonym przez pasy gdy w odleglosci 300 m nie ma zadnego pojazdu dwu lub czterokolowego nikt nie robi z tego afery (no moze poza polakami ;) ale o tym za chwile). co wiecej jezeli nie ma sygnalizacji swietlnej a ja podchodze do pasow w wiekszosci przypadkow samochody sie zatrzymuja. co jest dosc mile chociaz blokuje ruch (gdyz ja nieprzyzwyczajony do tego typu uprzejmosci, przechodze dopiero gdy zaczna trabic ;) ).
jako ze niedziele etc. postanowilem wybrac sie dzisiaj do kosciola, a ze ponoc jest tutaj (teraz juz na pewno) polska parafia postanowilem wybrac sie wlasnie tam. kawal drogi. za rzeka a wiec w czesci miasta, w ktorej do tej pory nie mialem okazji sie pojawic. pewnie za jakis czas bede mogl zaczac rzucac nazwami ulic i dzielnic co da wtajemniczonym pelniejszy obraz tego co sie dzieje, ale na razie nie czuje sie jeszcze dostatecznie w tej materii wyedukowany. wybralem sie wiec do polskiego kosciola, z polskim prawem majatkowym (w niemczech na tace rzuca sie w podatku, w polskim kosciele siega sie do portfela). dziwnie brzmiala mi polska msza, melodia inna od tych dominikanskich, zawartosc rowniez. kosciol wypelniony ludzmi mowiacymi po polsku. okolice pozastawiane samochodami na polskich “blachach”. dziwne wydawalo mi sie to ze i ksiadz i ministranci mowia 100% poslkim, bez zadnego brzeczenia brzmiacego germansko. smiesznie wygladal ministrant z zawiazanym sznurem od alby tak jak gdyby nosil zbyt luzne spodnie. cala reszta byla zupelnie normalna, dzieci od czasu do czasu beczaly, organistka zawodzila, wierni przykucali oddajac poklon. na koniec ogloszenia parafialne i pierwszy odglos niemieckosci na tym skrawku polskiej ziemi. na jakis cel zebrali ilestam ojro :D pod kosciolem stali panowie rozdajacy ulotki zapraszajace na majowkowe party z polskim prawdziwym zespolem ze sztudgartu i polska kuchnia :) ja zauwazylem tylko ze do polskosci w takim wydaniu zupelnie mnie nie ciagnie.

migawki ze spaceru (glownie po stacjach metra) wrzuce jak w koncu dorwe sie rownolegle i do laptopa i do internetu i do danych z karty pamieci. wtedy juz bedzie standardowym powykrecanym polskim spisane, przynajmniej postaram sie zeby takie bylo :D

27
lis

Kolej na Polskę

Właśnie się zastanawiałem czy zacząć od narzekań czy zachwalania. Zacznę po staropolsku. Powrót do Poznania to był jakiś wieczór-mare ;) okazało się, że przed pociągiem klasy pośpieszne TLK mają pierwszeństwo: wszystkie pociągi osobowe, towarowe oraz przydrożne ślimaki. 65min opóźnienia, ale podobno i tak powinniśmy się cieszyć - kolejarzom pękł kabel. współpasażerowie zaczęli śpiewać, (naszczęście nie z naszego przedziału). głosy na ucho 14-15 letnie z naleciałościami okołomutacyjnymi. nigdy jeszcze nie słyszałem takiego repertuaru na głosy: rubik (do tego z klaskaniem), stay by me, kaczuchy, satyra na szanty o słowach “nie ma portfeli tu bo to jest rybny sklep”. Sztafetę muzyczną skończyli fatalnie zahaczając o Ich Troje. Z informacji dobrych (albo bardzo dobrych):

- spotkałem Marcina B.,który swój żywot codzienny wiedzie w zielonym mieście. spotkanie po latach, w sklepie z pieczywem na dworcu poznańskim, później przegadana cała podróż, kupa fajnych fotek jego ślicznej córeczki i szanownej małżonki. z góry odpowiem na pytania - tak chciałbym mieć dzieci, tak wiem już kto mógłby zrobić ze mnie najszczęśliwszego człowieka pod słońcem będąc ich mamą.

- droga powrotna - okazało się, że dosiadłem się do Agatowego przedziału z miejscem klasy “vis a vi”. aga w podróży odchłopako-odrodzinnej, dodatkowo została wykorzystana jako teleport wałówki dla koleżanek. stwierdziła, że to chyba nasza najdłuższa jednorazowa dyskusja i do tego nie zasnęła po drodzę, co mnie bardzo cieszy :)

warszawa, sama w sobie okazała się bardzo miłym miejscem, poza problemami z autoryzacją i półtoragodzinnym opóźnieniem w stosunku do pierwotnych planów. za to wypiłem bardzo ciepłą i smaczną herbatę w przesympatycznym towarzystwie.

poznań sam w sobie okazał się zaskakującym miejscem, wyjechałem jesienią, wróciłem zimą podróż zajęła mi 14h.

02
lis

podroze z i pod prad vol. 2

Ja, ja. Ich bin ins Frankfurt :) niemiecka klawiatura, nie moge sie przyzwyczaic.

Tak czy siak dotarlem.

Pierwszy lot samolotem. Dosc ciekawe wrazenie. Ten srodek transportu z ktorego przyszlo mi skorzystac zaliczylbym raczej do kategorii autobusow ze skrzydlami ;) Krotki rozbieg, pozniej podroz jak po polskiej drodze, dziury tu i tam. wiem dlaczego moglbym chciec zostac pilotem, wystarczy pare chwil zeby zobaczyc slonce, nawet w najpochmurniejszy dzien. wiem tez dlaczego pilotem nie zostane. uszy odmowily posluszenstwa do tego stopnia ze az zaczely bolec. samolot wyladowal na najwiekszym lotnisku w niemczech i zaparkowal. wygladalo to tak jakby autobus podjechal do dystrybutora na stacji paliwowej.

s-bahn. jak zwykle nie obylo sie bez zawirowan kolejowych.ale to juz chyba taka moja niemiecka tradycja. najpierw po strzalkach ulotnilem sie z lotniska, nastepnie przegapilem 3 pociagi bo nie pasowaly mi na nich naklejki. no ale sie udalo.

frankfurt. dojechalem, okazalo sie ze moj hostel jest pod samym dworcem, jakies 40 metrow od glownego wejscia. to bylo pierwsze mile zaskoczenie. nie wiem dlaczego ale juz wtedy zaczela mi sie cieszy szneka (jak to ponoc w poznaniu powiadaja). wrzucilem plecak do hostelowego magazynku i wyruszylem na miasto. pierwsze wrazenie - kurwidolek. beathe ushe ?? best sex shop in the world, pipshow, erotic shop, mcdonald, pipshow, i tak przez cala dlugosc kaiserstrasse. tak czy siak miasto jest ladne. slowa po niemiecku nie jestem na razie w stanie wyksztusic ale mi sie podoba.

postanowilem podzielic sie z wami spostrzezeniami - internet caffee. no i wtedy zaczely sie schody. szukac zaczalem okolo 11. skonczylem wlasnie teraz. w calym centrum ani jednej widocznej na pierwszy rzut oka kafejki. w calym miescie ani jednej sztuki czlowieka ktory bylby mi w stanie wskazac to upragnione miejsce przy klawiaturze.

najpierw humoreska. lamanym niemieckim (az strach przyznac jak bardzo) zapytalem nadchodzacej dziewczyny czy zna angielski. powiedziala ze troche. chwila rozmowy po angielsku i pytanie skad jestes - Polska. “milo mi mam na imie Wioleta”. filmowy klasyk ;) ale ani ona ani 10 innych osob nie bylo w stanie wskazac mi miejsca. wyladowalem u jakiegos turka, siedze przy kompie miedzy stertami recznikow (nie ma jak wielobranzowosc) i mecze sie z niemiecka klawiatura.

ps. kurde gdzie na tej powalonej klawiaturze jest (at) :/