Archiwum kategorii 'Leuven'

16
sie
10

Parasol na liście to-do

Mówiłem, że nie mogę się przyzwyczaić do przelotnych opadów? Kłamałem. Oddajcie moje przelotne opady. Od dwóch dni pada nieprzerwanie. Co prawda gdybym rozmawiał o deszczu z moimi lokalnymi znajomymi to: po pierwsze straciłbym ich, po drugie nauczyłbym się nazw wszystkich odmian deszczu jakie człowiek wymyślił.

Coraz bardziej przekonuje się do stwierdzenia, że w Belgii są tylko 2 pory roku: deszczowa oraz deszczowa z lokalnymi przejaśnieniami. Chyba rzeczywiście ten tydzień bez deszczu jakiś czas przed moim wyjazdem do Polski był ewenementem.
Ehh…

14
sie
10

Oderwanie od codzienności

Dzień minął tak normalnie, że aż postanowiłem o tym napisać. Posprzątałem mieszkanie, zrobiłem zakupy, obejrzałem film, poczytałem książkę, jakieś papu … :) No i kawałek festiwalu MartkRock.

Jeden koncert obejrzałem – Baltazar. Wszyscy na scenie potrafili śpiewać :) i wszyscy śpiewali. Dziewczyna samplowała lub grała na skrzypcach, a chłopcy starali się o grant w ministerstwie dziwnych kroków.

Atmosfera piknikowa, latały piłki Nivea, ludzie chodzili w pomarańczowo-plastikowych kapeluszach ING z tatuażem w kształcie motylka z logo Coca-coli. Oprócz tego Stella, Base i inne banery.

Ludzi pełen rynek (z tego co zdążyłem zauważyć pełen zakres wiekowy). Festiwal osobliwości. 60-latka z kolorową dziarą na całej ręce. Metro gość z zegarkiem wielkości buta. Brunetka z rudym wąsem. Itd. itp. Ludzie z glanów przerzucili się w zależności od płci na: trampki, baletki, kozaczki.

Fajnie było. Znośnie zagrali. Wcale się nie obrażę na kolejne takie weekendy.

17
lip
10

Projekt spacer

Przebiłem oponę. Kolejny raz. W niedzielę. Dowiedziałem się o tym tradycyjnie wychodząc z pracy. Tym razem problem był trochę większy bo czułem w kościach, że w tygodniu nie uda mi się tej kwestii załatwić. Przyzwyczaiłem się, że droga z/do pracy zabiera mi 10 minut, życia w każdym kierunku. Przez najbliższy tydzień miało być inaczej. Co więcej bez muzyki na uszach miałem się nudzić 40 minut. Rzeczywistość była jednak trochę inna. Po pierwsze, muzykę zapewniłem sobie sam. Nawet za bardzo nie zwracałem uwagi reszty świata, jak kretyn pogwizdując pod nosem. Po drugie pomimo iż wydawało mi się, że znam większość zakamarków “mojego” miasta, spacer odsłonił kilka do tej pory zakrytych przede mną obrazków.
Postanowiłem zawiesić aparat na szyi i zapisać tych kilka chwil. Odkryłem więc kapliczkę, wybudowaną chyba jeszcze w średniowieczu a schowaną tuż przy murze starej części kampusu, fantazję ludzką przy oznaczaniu swoich domków oraz dumę narodową schowaną za szybą.

Pewnie jeszcze nie jeden raz miasto pozwoli mi się mocno zdziwić. Zresztą, nie to jedno. Czas ruszyć w świat :)

26
cze
10

okiem telefonu

czasem brakuje mi aparatu by uchwycić chwilę. a chwilę mają tendencję do pojawiania się wtedy kiedy ich się nie spodziewam. chociaż prawdę mówiąc powinienem się spodziewać bo pojawiają się w każdy weekend. Leuven miastem zamkniętego centrum w weekend. wyobrażacie sobie weekend bez samochodu w Poznaniu, Warszawie, Ustrzykach Górnych ;) ?

3 ostatnie weekendy, zapraszam do sekcji no comment








24
cze
10

Napiwek w supermarkecie

Znowu shorts z wypadu do brukselskiego muzeum muzyki oddaje pola innym tematom. Ale któregoś dnia może mi się uda ;)
W supermarkecie jestem codziennie. Taki mini-rytuał żeby przepracowane mięśnie napędzające rower odpoczęły w połowie drogi. Z drugiej strony przestrzeń zakupowa w moim plecaku jest ograniczona, więc starcza miejsca akurat na jeden dzień. Dziś los mnie pokarał za złamanie postanowienia poprawy – a co najmniej chciał mnie pokarać.

Żeby kupić fajki w supermarkecie trzeba wiedzieć jak. Generalnie całość polega na pobraniu kuponu w jednym miejscu, zapłaceniu przy kasie i ostatecznie wyciągnięciu fajek z jeszcze innego kontenera. Proste i bezbolesne dopiero za którymś razem ;)

Dzisiaj do procesu doszły zawirowania w postaci pani na kasie. Okazało się, że wiedziony instynktem przyjechałem głównie po fajki, reszta produktów równie nie zdrowa zajmowała niewielki fragment taśmociągu. Towary przejechały, poprosiłem o bonusową wypłatę na kasie, spakowałem plecak. Rozpakowałem plecak i zacząłem szukać tego miniświstka “Sezamie-otwórz-się” z napisem M. Light.
Nie ma, no nie ma. Na szczęście mózg miałem dziś nie do końca wyprany więc sprawdziłem rachunek z kasy. Jest kurde, jest M. Light. To gdzie ten świstek? Zapytałem pani K. Pani K. wyciągnęła świstek spod lady.

Bez słowa.

10
cze
10

umarł król, niech żyje król

Co prawda dzisiaj znowu postanowiłem poczytać o alternatywnej wersji wydarzeń ostatnich miesięcy, nie będzie politycznie.

Chciałem o rowerach. W Poznaniu na rowerze przemieszczałem się na trasie uczelnia-dom-uczelnia raz. Niby wszystko grało, ścieżka rowerowa od samego domu do (prawie) samej uczelni. Ale jakoś nie czułem powołania. Teraz sprawy się zmieniły, trochę dlatego, że sytuacja wygląda całkiem inaczej, a trochę, gdyż rower strasznie oszczędza czas w Leuven. Zamiast 30 minut pieszo + autobusem. Mam niecałe 10 rowerem. No i jakoś mi się w rachunku sumienia wypalone fajki rekompensują ;) .

Jak pozyskać rower? Można kupić. Stojący na ulicy, bądź na pchlim targu. Można kupić nowy, ale z tego co słyszałem bez odpowiedniego zabezpieczenia i składowania wydatek raczej jednorazowy. Można również wynająć. W Leuven organizacja zajmująca się wynajmem to Velo. Miesięczny koszt przy dłuższym użytkowaniu to jakieś 5 EUR. Rowery są takie sobie ale jeżdżą.
W końcu można dostać od uczelni :D . Ja połączyłem opcje 2 i 3. W dniu złożenia podania o rower akademicki dowiedziałem się, że czas oczekiwania na niebiesko-biały rowerek to jakieś 5 miesięcy. Mam go od dziś, więc albo czas płynie tak szybko i nigdy się nie obronię w 1,5 roku, albo ktoś minął się z prawdą.

Tak czy siak, kaucję dostałem z powrotem, zapłaciłem trochę więcej za miesiąc i teraz mam 7 przerzutek, więc:
umarł król, niech żyje król
Nigdy nie przypuszczałem, że to jest możliwe ale gdyby ten rower był troszkę większy byłby dla mnie za duży :)

24
maj
10

ale cyrk


Leuven jest dość ciekawym miastem. A może po prostu Belgia jest ciekawym krajem? Dwa ostatnie weekendy stały pod znakiem zamkniętego centrum i przedłużonego weekendu. Raz z początkiem w czwartek, a w tym tygodniu kończącym się dzisiaj. Dwa razy się zdziwiłem jadąc tym co wcześniej autobusem. Nagle zero przystanków i zupełnie nierozpoznawalna okolica.
Ile z tego skorzystałem? Pierwszy raz minąłem “tour de Leuven” pędząc na pociąg, drugi raz zobaczyłem w oddali fajerwerki z dworca wracając. No dobrze w tym tygodniu widziałem trochę więcej bo weekend cyrkowy był naprawdę weekendem. Wczoraj w parku było przedstawienie z ogniem w roli głównej. I cóż mogę powiedzieć – nuda. W Poznaniu na rynku co tydzień a może codziennie dzieją się cuda zbliżone. No może nie ma tyle zieleni w około, ale przecież tutaj zieleń mam na co dzień a nie tylko od cyrku do cyrku. A o cyrku mówiąc: znowu balansuje na linie zupełnie nie wiedząc jak to się stało, że się stało.

15
maj
10

Weekend ten pierwszy “na swoim”

No i stało się. Pokój (studio) się ziściło. Mam swój spot w Leuven. Czas już chyba najwyższy, bo powoli doprowadzało mnie to do szewskiej pasji (a tego fachu jeszcze na poważnie nigdy nie próbowałem). No i? No i trzeba będzie zdobyć rower, patelnie i inne takie. Trzeba będzie się rozpakować, spotkać z szefem. Dowiedzieć się co w życiu gra, a co w duszy. I zastanowić się jak to dalej pokulać :) . Dzisiaj byłem “na mieście”. Chciałem załatwić sobie kontrakt na telefon, ale najwyraźniej mam jakieś długi, o których nie wiem (dzięki telekompromitacjo polska) więc nie dało rady. Byłem na komisariacie policji, żeby ich grzecznie poprosić, żeby przy pukaniu do mych drzwi nie używali dzwonka na ścianie tylko posłużyli się komórką. Mili są, nie było problemu. Z samego ranka dzień był pięknie słoneczny więc udało mi się zrobić kilka fotek bez codziennego zgiełku w tle. Zapasy finansowe (zresztą zapożyczone) topnieją w tempie zastraszającym więc najbliższa wypłata, a przede wszystkim inwestycja w patelnie pozwoli mi się trochę w tym wymiarze życia ustabilizować. No i chyba czas przyjmować trochę więcej witamin, bo na większą ilość snu już nie liczę ;) Mój organizm niesamowicie szybko (szybciej od ducha) przyzwyczaił się do nowego trybu i regularnie (niezależnie od wieczornego rozłączenia się z teraźniejszością) budzi mnie o 6h50. Pratchett przeczytałem, “miasto cudów” się kończy, więc powoli czas rozejrzeć się za kartą do biblioteki.
Wczoraj byłem w kinie pierwszy raz od wyjazdu. Film był o tym, że warto próbować zmieniać świat (nawet ten lokalny). A przede wszystkim nie bać się siebie i innych. “Remember me” polecam jak macie chwilę. Był też o miłości, wcale nie tej najłatwiejszej – ale przecież nie łatwość relacji świadczy o ich pięknie.

13
maj
10

Święto wniebowstąpienia

Prawda jest taka, że gdyby nie zeszła niedziela nie wiedziałbym, że mam dziś wolne ;)
Mamy maj a pogoda jak w listopadzie. Na szczęście rośliny się nie bardzo tym faktem przejmują, niestety komary też.

Mieszkam tymczasowo w małym pokoiku (wg. najnowszych obliczeń ma jakieś 6m2 i 10m3. Udało mi się natomiast wyciągnąć aparat i nie rozwalić obiektywu o jedną ze ścian więc cyfrowy dowód na moje słowa pływa gdzieś po lewej stronie.

Dusza ze mnie niepokorna (szczególnie jak mam mapę) więc korzystając z chwilowego braku roweru i innym ważnych zajęć spaceruje po mieście. Do tej pory spacerowanie to związane było z poszukiwaniem mieszkania i wydawało mi się, że znam każdą uliczkę w mieście, więc jakież było moje zdziwienie wczoraj. Jak zwykle postanowiłem poleźć inaczej niż zwykle :) Moim oczom ukazała się uliczka trochę zawieszona w przeszłości, trochę z innego świata. Przespacerowałem ją całą z największą przyjemnością (chociaż pewnie przyjemność była by jeszcze większa gdyby niebo było błękitne, ściany usłane cieniami a ja miałbym przy boku mój wierny D400 ;) )


Co więcej trafiłem na ślepą uliczkę, która kończyła się równie pięknie co niespodziewanie. Dzisiaj postanowiłem swoje błędy naprawić, co sprowadziło się do zabrania aparatu w (niestety) taka samą jak wczoraj pogodę. Przeszedłem i ulicę i ten ślepy zaułek. W zaułku spotkałem pana, który pogratulował mi dotarcia do najpiękniejszego zakamarku w Leuven i przy okazji opowiedział kawałek historii i miasta i Belgii.
Strasznie mi się podobają zakamarki nie odkryte (dla tych którzy są głodni zdjęć więcej znajdzie się tutaj) i ciesze się, że wciąż miasto jest ich pełne. Jak zakamarki się skończą czas będzie wyruszyć w podróż najpierw do miejsc bliższych, później do trochę dalszych. Zawsze jest tyle do zobaczenia, czasu pewnie nie starczy ale może i nie warto się tym przejmować. Na dziś mam zamiar przejmować się tylko pogodą. A tak swoją drogą zazdroszczę Wam tych 22 stopni w cieniu :D .

PS. We wszystkich barach w których do tej pory byłem grają bardzo dobrą muzykę ;)

Od leuven_10_05_13
10
maj
10

Kultura i inne takie

Nie będzie wcale o muzeach, wystawach, koncertach itp. Nie miałem czasu, miałem inne zmartwienia – mam nadzieję, że za czas jakiś Was uraczę.

Kultura komunikacyjna

W poprzednich przemyśleniach na temat Leuven już to wypływało, teraz chciałbym podsumować.
Dla mnie to szok cywilizacyjny. Chodzenie ze słuchawkami na pełen regulator po mieście jest bezpieczne (chociaż nie zmienia to faktu, że strasznie głupie ;) ). Samochody zatrzymują się dla pieszych, co więcej kilka razy mi się zdarzyło, że Pan(i) stojący lekko na pasach wycofał samochód żebym wygodnie mógł przejść. Na większych przejściach w godzinach szczytu przemieszczania się najmłodszych stoją policjanci kierujący ruchem.
Całe miasto jest wymalowane ścieżkami rowerowymi (pomijam fakt, że ścieżki te dla wygody rowerzystów są bez-krawężnikowe).
Autobus czeka na biegnących.
I nie wiem czy to inna mentalność, czy uroki małego miasta, ale nikt (z małymi wyjątkami) na nikogo się nie denerwuje (komunikacyjnie).

Kultura stadna

Wspominałem o tej ostatnio-weekendowej imprezie. Mówiłem, że wróciłem nad ranem. Miałem sporo czasu na obserwacje (i te gdy chciałem coś zaobserwować i te które same przed nos się pchały). Generalnie nikt tutaj się nie ukrywa ze swoimi preferencjami, co niestety czasem urasta do rangi absurdu (szczególnie głęboko zakrapianego). Bo jak inaczej można nazwać dwóch chłopców ściągających sobie prawie spodnie na środku parkietu? I nie, wcale nie jestem homofobem, pewnie tak samo (chociaż może i lżej) skomentowałbym parkę hetero. Zresztą parka hetero też taką akcję odstawiła. Parka zresztą całkiem przypadkowa (tak jak i obserwacja – wcale tego widzieć nie chciałem).
Obserwacje szersze są takie jak zwykle: kwiatów się kupuje dużo mniej niż w Polsce (chociaż pod tym względem Leuven jest lepsze od Mons), uchylanie drzwi przed białogłową nie istnieje.
Jest inaczej ani gorzej, ani lepiej po prostu inaczej.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.