Nie będzie wcale o muzeach, wystawach, koncertach itp. Nie miałem czasu, miałem inne zmartwienia – mam nadzieję, że za czas jakiś Was uraczę.
Kultura komunikacyjna
W poprzednich przemyśleniach na temat Leuven już to wypływało, teraz chciałbym podsumować.
Dla mnie to szok cywilizacyjny. Chodzenie ze słuchawkami na pełen regulator po mieście jest bezpieczne (chociaż nie zmienia to faktu, że strasznie głupie
). Samochody zatrzymują się dla pieszych, co więcej kilka razy mi się zdarzyło, że Pan(i) stojący lekko na pasach wycofał samochód żebym wygodnie mógł przejść. Na większych przejściach w godzinach szczytu przemieszczania się najmłodszych stoją policjanci kierujący ruchem.
Całe miasto jest wymalowane ścieżkami rowerowymi (pomijam fakt, że ścieżki te dla wygody rowerzystów są bez-krawężnikowe).
Autobus czeka na biegnących.
I nie wiem czy to inna mentalność, czy uroki małego miasta, ale nikt (z małymi wyjątkami) na nikogo się nie denerwuje (komunikacyjnie).
Kultura stadna
Wspominałem o tej ostatnio-weekendowej imprezie. Mówiłem, że wróciłem nad ranem. Miałem sporo czasu na obserwacje (i te gdy chciałem coś zaobserwować i te które same przed nos się pchały). Generalnie nikt tutaj się nie ukrywa ze swoimi preferencjami, co niestety czasem urasta do rangi absurdu (szczególnie głęboko zakrapianego). Bo jak inaczej można nazwać dwóch chłopców ściągających sobie prawie spodnie na środku parkietu? I nie, wcale nie jestem homofobem, pewnie tak samo (chociaż może i lżej) skomentowałbym parkę hetero. Zresztą parka hetero też taką akcję odstawiła. Parka zresztą całkiem przypadkowa (tak jak i obserwacja – wcale tego widzieć nie chciałem).
Obserwacje szersze są takie jak zwykle: kwiatów się kupuje dużo mniej niż w Polsce (chociaż pod tym względem Leuven jest lepsze od Mons), uchylanie drzwi przed białogłową nie istnieje.
Jest inaczej ani gorzej, ani lepiej po prostu inaczej.