Właśnie się zastanawiałem czy zacząć od narzekań czy zachwalania. Zacznę po staropolsku. Powrót do Poznania to był jakiś wieczór-mare
okazało się, że przed pociągiem klasy pośpieszne TLK mają pierwszeństwo: wszystkie pociągi osobowe, towarowe oraz przydrożne ślimaki. 65min opóźnienia, ale podobno i tak powinniśmy się cieszyć – kolejarzom pękł kabel. współpasażerowie zaczęli śpiewać, (naszczęście nie z naszego przedziału). głosy na ucho 14-15 letnie z naleciałościami okołomutacyjnymi. nigdy jeszcze nie słyszałem takiego repertuaru na głosy: rubik (do tego z klaskaniem), stay by me, kaczuchy, satyra na szanty o słowach “nie ma portfeli tu bo to jest rybny sklep”. Sztafetę muzyczną skończyli fatalnie zahaczając o Ich Troje. Z informacji dobrych (albo bardzo dobrych):
- spotkałem Marcina B.,który swój żywot codzienny wiedzie w zielonym mieście. spotkanie po latach, w sklepie z pieczywem na dworcu poznańskim, później przegadana cała podróż, kupa fajnych fotek jego ślicznej córeczki i szanownej małżonki. z góry odpowiem na pytania – tak chciałbym mieć dzieci, tak wiem już kto mógłby zrobić ze mnie najszczęśliwszego człowieka pod słońcem będąc ich mamą.
- droga powrotna – okazało się, że dosiadłem się do Agatowego przedziału z miejscem klasy “vis a vi”. aga w podróży odchłopako-odrodzinnej, dodatkowo została wykorzystana jako teleport wałówki dla koleżanek. stwierdziła, że to chyba nasza najdłuższa jednorazowa dyskusja i do tego nie zasnęła po drodzę, co mnie bardzo cieszy
warszawa, sama w sobie okazała się bardzo miłym miejscem, poza problemami z autoryzacją i półtoragodzinnym opóźnieniem w stosunku do pierwotnych planów. za to wypiłem bardzo ciepłą i smaczną herbatę w przesympatycznym towarzystwie.
poznań sam w sobie okazał się zaskakującym miejscem, wyjechałem jesienią, wróciłem zimą podróż zajęła mi 14h.
