Korzystając z wolnej chwili odrabiam zaległą prasówkę (fragmetarycznie). Niestety od paru chwil same niecenzurowalne słowa cisną mi się na język i skacze ciśnienie.
Dzieciaki (no przecież grzeczne ułożone, no przecież moje) dręczyły staruszkę, która mieszkała za miedzą. To zachowanie oczywiście jest naganne, ale czasem dzieci to po prostu dzieci - jedyna rada to odpowiedni proces wychowawczy. Dostały naganę - kara jak kara, dla mnie nie adekwatna. Najbardziej jednak (##@@@!) zaskoczyły mnie wypowiedzi rodziców. >>”No i cóż się stało? Popluli, porzucali, ale kobieta żyje”. << No kurwa mać. To że pana/pani dziecko będzie miało kawałek papieru, którym można będzie się pochwalić znajomym i wyciągnąć kasę na wakację od dziadków jest aż tak ważne ? Skoro ktoś kładzie sprawy marginalne i istotne na jednej szali to czemu mamy dziwić się dzieciom, które w takich domach mieszkają. I jak można twierdzić, że kara nagany jest za wysoka za naganne zachowanie. Czasem jak patrzę na takie sytuacje to się zastanawiam czy ja na pewno żyje na tym świecie, na którym wydaje mi się, że żyję.
No tak, wszystko jest ok - przecież kobieta żyje :/