Archiwum autora dla

11
mar
11

Gonitwa


W Japonii się zatrzęsło, tak jak i w Libii … kalendarz Majów obraca się po raz ostatni? :D A co by było gdyby okazało się to prawdą? Na co nam wtedy te wszystkie odkładane na później marzenia, gonienie za karierą, spędzanie życia w pracy … później odpocznę? Plan sześcioletni, ba nawet trzyletni, się nie wypełni. Zastanawialiście się może ile życia tracimy? I nie chodzi tu o jakąś drastyczną zmianę postawy, na to nie mam siły, ani ochoty. Ale zachwycić się od czasu do czasu byle czym. Przestać patrzeć w przód, porozglądać się na boki i nie przejmować wszystkim i wszystkimi. Co się stanie jeżeli Majowie się mylili? Nic. Będę miał więcej kolorów w głowie.

30
sty
11

Podróż sentymentalna

Godzina 12:00 dworzec PKP Poznań. Opcje są dwie. 12:39 TLK składzik markowany logiem IC. Godzina 12:50 osobowy. Różnica w czasach przejazdu 15 minut. Pierwsze zaskoczenie całkiem przyjemne – bilet można kupić w kasie IC. Czyli bez kolejki z dodatkowym czasem na kawę. Później przeżycia sentymentalne. Pociąg spóźniony. Gnał ze Szczecina więc opóźnienie 5 min to nie jest jakiś wielki problem. Ale dla 200 osób czekających na peronie nr 5 zostało kilka miejsc w pięciowagonowym składzie. 1 wagon I klasa + 1 wagon wars. 8 osób w przedziale, 3 godziny w podróży, słuchawki w uszy i do boju

27
sty
11

Laser fields … ahaa


Trochę się tak czuje. Przestrzeń nie zna granic. Emocje zeszły na plan dalszy. Zostało ciśnienie.
Ok, to moja wina. Częściowo … Co z tego skoro jest jak jest?

Sprawa administracyjna stała się pierwszoplanową. Kwestie zawodowe priorytetem – tutaj przynajmniej moja głowa i ręce, żeby pchnąć czas i przestrzeń w odpowiednim kierunku.
Najdziwniejsze jest to, że stres stresem ale potrafię złapać dystans. Alleluja – wyszeptać … Zmieniam się.

Teraz tylko się przedostać… i być pierwszym w historii już na zawsze ;)

16
sie
10

Parasol na liście to-do

Mówiłem, że nie mogę się przyzwyczaić do przelotnych opadów? Kłamałem. Oddajcie moje przelotne opady. Od dwóch dni pada nieprzerwanie. Co prawda gdybym rozmawiał o deszczu z moimi lokalnymi znajomymi to: po pierwsze straciłbym ich, po drugie nauczyłbym się nazw wszystkich odmian deszczu jakie człowiek wymyślił.

Coraz bardziej przekonuje się do stwierdzenia, że w Belgii są tylko 2 pory roku: deszczowa oraz deszczowa z lokalnymi przejaśnieniami. Chyba rzeczywiście ten tydzień bez deszczu jakiś czas przed moim wyjazdem do Polski był ewenementem.
Ehh…

14
sie
10

Oderwanie od codzienności

Dzień minął tak normalnie, że aż postanowiłem o tym napisać. Posprzątałem mieszkanie, zrobiłem zakupy, obejrzałem film, poczytałem książkę, jakieś papu … :) No i kawałek festiwalu MartkRock.

Jeden koncert obejrzałem – Baltazar. Wszyscy na scenie potrafili śpiewać :) i wszyscy śpiewali. Dziewczyna samplowała lub grała na skrzypcach, a chłopcy starali się o grant w ministerstwie dziwnych kroków.

Atmosfera piknikowa, latały piłki Nivea, ludzie chodzili w pomarańczowo-plastikowych kapeluszach ING z tatuażem w kształcie motylka z logo Coca-coli. Oprócz tego Stella, Base i inne banery.

Ludzi pełen rynek (z tego co zdążyłem zauważyć pełen zakres wiekowy). Festiwal osobliwości. 60-latka z kolorową dziarą na całej ręce. Metro gość z zegarkiem wielkości buta. Brunetka z rudym wąsem. Itd. itp. Ludzie z glanów przerzucili się w zależności od płci na: trampki, baletki, kozaczki.

Fajnie było. Znośnie zagrali. Wcale się nie obrażę na kolejne takie weekendy.

17
lip
10

Projekt spacer

Przebiłem oponę. Kolejny raz. W niedzielę. Dowiedziałem się o tym tradycyjnie wychodząc z pracy. Tym razem problem był trochę większy bo czułem w kościach, że w tygodniu nie uda mi się tej kwestii załatwić. Przyzwyczaiłem się, że droga z/do pracy zabiera mi 10 minut, życia w każdym kierunku. Przez najbliższy tydzień miało być inaczej. Co więcej bez muzyki na uszach miałem się nudzić 40 minut. Rzeczywistość była jednak trochę inna. Po pierwsze, muzykę zapewniłem sobie sam. Nawet za bardzo nie zwracałem uwagi reszty świata, jak kretyn pogwizdując pod nosem. Po drugie pomimo iż wydawało mi się, że znam większość zakamarków “mojego” miasta, spacer odsłonił kilka do tej pory zakrytych przede mną obrazków.
Postanowiłem zawiesić aparat na szyi i zapisać tych kilka chwil. Odkryłem więc kapliczkę, wybudowaną chyba jeszcze w średniowieczu a schowaną tuż przy murze starej części kampusu, fantazję ludzką przy oznaczaniu swoich domków oraz dumę narodową schowaną za szybą.

Pewnie jeszcze nie jeden raz miasto pozwoli mi się mocno zdziwić. Zresztą, nie to jedno. Czas ruszyć w świat :)

26
cze
10

okiem telefonu

czasem brakuje mi aparatu by uchwycić chwilę. a chwilę mają tendencję do pojawiania się wtedy kiedy ich się nie spodziewam. chociaż prawdę mówiąc powinienem się spodziewać bo pojawiają się w każdy weekend. Leuven miastem zamkniętego centrum w weekend. wyobrażacie sobie weekend bez samochodu w Poznaniu, Warszawie, Ustrzykach Górnych ;) ?

3 ostatnie weekendy, zapraszam do sekcji no comment








24
cze
10

Napiwek w supermarkecie

Znowu shorts z wypadu do brukselskiego muzeum muzyki oddaje pola innym tematom. Ale któregoś dnia może mi się uda ;)
W supermarkecie jestem codziennie. Taki mini-rytuał żeby przepracowane mięśnie napędzające rower odpoczęły w połowie drogi. Z drugiej strony przestrzeń zakupowa w moim plecaku jest ograniczona, więc starcza miejsca akurat na jeden dzień. Dziś los mnie pokarał za złamanie postanowienia poprawy – a co najmniej chciał mnie pokarać.

Żeby kupić fajki w supermarkecie trzeba wiedzieć jak. Generalnie całość polega na pobraniu kuponu w jednym miejscu, zapłaceniu przy kasie i ostatecznie wyciągnięciu fajek z jeszcze innego kontenera. Proste i bezbolesne dopiero za którymś razem ;)

Dzisiaj do procesu doszły zawirowania w postaci pani na kasie. Okazało się, że wiedziony instynktem przyjechałem głównie po fajki, reszta produktów równie nie zdrowa zajmowała niewielki fragment taśmociągu. Towary przejechały, poprosiłem o bonusową wypłatę na kasie, spakowałem plecak. Rozpakowałem plecak i zacząłem szukać tego miniświstka “Sezamie-otwórz-się” z napisem M. Light.
Nie ma, no nie ma. Na szczęście mózg miałem dziś nie do końca wyprany więc sprawdziłem rachunek z kasy. Jest kurde, jest M. Light. To gdzie ten świstek? Zapytałem pani K. Pani K. wyciągnęła świstek spod lady.

Bez słowa.

22
cze
10

wieść gminna niesie …


Na stronie 58 znów jest o upadku kości – samolotu i manipulacjach związanych z ukrywaniem katastrofy i jej wyjaśnianiem.

zauważyliście pewnie, że natłok informacji z jakim się mierzymy przechodzi nie tylko pojęcie jednostki, ale spokojnie przeskakuje możliwości przetwarzania całej populacji. prawdę powiedziawszy chciałem znowu znaleźć sobie pretekst do ponarzekania sprywatyzowanego, ale dziś sobie odpuszczę. zajrzyjcie sobie na tego bloga. każdy znajdzie coś dla siebie.

po pierwsze można tam zobaczyć ludzi, którzy postawili sobie za cel ostatnich kilkudziesięciu dni ustalenie co tak na prawdę się stało. nie dysponują niczym więcej niż każdy inny przeciętny obywatel – śmietnikiem informacyjnym zwanym potocznie internetem.

natomiast wyciągają wnioski. jednym z tych wniosków jest stwierdzenie, że raport komisji badającej katastrofę to jedna wielka ściema. ktoś poświęcił czas i energię na to żeby się tego dopatrzeć. ja tego nie zauważyłem a przecież czytałem ten sam raport.
zresztą strona jest bogata w materiały różnej maści. padają pytania, które rzeczywiście zbyt długo nie znalazły publicznej odpowiedzi. bo niby dlaczego nie wiadomo o której nieszczęsny samolot wystartował?

oczywiście oprócz, faktów, obserwacji i nieodpowiedzianych pytań jest także morze spekulacji.

i o tym chciałem napisać. wydaje mi się, że mózg kocha uproszczenia. niby zgodne to wszystko z regułą brzytwy Ockhama, ale takie sformatowanie na cel prowadzi czasem do błędnych wniosków. i nagle część wierzących w spisek, widzi w poruszającej się na wietrze gałązce człowieka a inni w laptopie walizkę handlującego szczątkami oficera. łatwiej nam widzieć coś w co wierzymy.
problem w tym, że nie zawsze mamy dość samozaparcia, siły bądź czasu, żeby skonfrontować swoją wiarę choćby z innym punktem widzenia. wiem, że teorii jest morze, ale może warto zajrzeć tutaj, choćby po to, żeby ugruntować się w swoich przekonaniach.

o moim prywatnym sformatowaniu rzeczywistości następnym razem.

18
cze
10

Dzień jak (nie)codzień


18:30 Wyjdę z pracy zanim zacznie padać.
19:45 Taaa, jasne :/
Korzystając z okazji, że i tak muszę tu siedzieć wyleję trochę frustracji, niech żyje swoim własnym sieciowym życiem.
Jeżeli zastanawiacie się co tutaj jeszcze robię, to przestańcie – już mówię. Instaluję Windowsa. Więcej instaluję Windowsa 7.

Jako że mamy do przeprowadzenia eksperyment na żywych i myślących organizmach trzeba im przygotować środowisko naturalne.
Wymaganie mieliśmy jedno – środowisko ma być wirtualne i działać na Virtual PC. Dostaliśmy wirtualnego Windows 7 Ultimate (czy podobnie). Virtual PC na Windowsa Viśtę nie wspiera tej zabawki więc trzeba było przeinstalować system hosta :) Teraz Windows 7 działa na Windows 7 :P . Zawszę myślałem, że wirtualizacja powinna życie ułatwiać, no ale człowiek ma prawo się pomylić od czasu do czasu. Ok środowisko mamy.

Microsoft Visual Studio 2010. Popracowałem 30 minut (dodanie zależności do projektu próba użycia podpowiadania składni, zmiana 3 linii kodu, uruchomienie tego cudeńka, które popełnił kolega). Wrażenia? Ja chcę z powrotem mojego Linuxa z moim Eclipse.
Ja chcę konsolę z informacją o tym co robię źle, chcę miękką kozetkę u psychologa.

Ok, jestem uprzedzony. Ale od trzech dni najpierw inni a teraz ja próbujemy sprawić, żeby ten cały kram zadziałał. Marzenia o zostaniu administratorem czegokolwiek zostawiam komukolwiek. Bierzcie i korzystajcie. Windows na Windows na komputerze z 2GB ramu sprawia, że użycie notatnika staję się zupełnie nowym doznaniem. Mam nadzieję, że nasze żywe organizmy będą w prostej linii czerpały z DNA leniwców. Trzymam kciuki :D




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.