Przebiłem oponę. Kolejny raz. W niedzielę. Dowiedziałem się o tym tradycyjnie wychodząc z pracy. Tym razem problem był trochę większy bo czułem w kościach, że w tygodniu nie uda mi się tej kwestii załatwić. Przyzwyczaiłem się, że droga z/do pracy zabiera mi 10 minut, życia w każdym kierunku. Przez najbliższy tydzień miało być inaczej. Co więcej bez muzyki na uszach miałem się nudzić 40 minut. Rzeczywistość była jednak trochę inna. Po pierwsze, muzykę zapewniłem sobie sam. Nawet za bardzo nie zwracałem uwagi reszty świata, jak kretyn pogwizdując pod nosem. Po drugie pomimo iż wydawało mi się, że znam większość zakamarków “mojego” miasta, spacer odsłonił kilka do tej pory zakrytych przede mną obrazków.
Postanowiłem zawiesić aparat na szyi i zapisać tych kilka chwil. Odkryłem więc kapliczkę, wybudowaną chyba jeszcze w średniowieczu a schowaną tuż przy murze starej części kampusu, fantazję ludzką przy oznaczaniu swoich domków oraz dumę narodową schowaną za szybą.
Pewnie jeszcze nie jeden raz miasto pozwoli mi się mocno zdziwić. Zresztą, nie to jedno. Czas ruszyć w świat

0 Odpowiedzi do “Projekt spacer”