Znowu shorts z wypadu do brukselskiego muzeum muzyki oddaje pola innym tematom. Ale któregoś dnia może mi się uda ![]()
W supermarkecie jestem codziennie. Taki mini-rytuał żeby przepracowane mięśnie napędzające rower odpoczęły w połowie drogi. Z drugiej strony przestrzeń zakupowa w moim plecaku jest ograniczona, więc starcza miejsca akurat na jeden dzień. Dziś los mnie pokarał za złamanie postanowienia poprawy – a co najmniej chciał mnie pokarać.
Żeby kupić fajki w supermarkecie trzeba wiedzieć jak. Generalnie całość polega na pobraniu kuponu w jednym miejscu, zapłaceniu przy kasie i ostatecznie wyciągnięciu fajek z jeszcze innego kontenera. Proste i bezbolesne dopiero za którymś razem
Dzisiaj do procesu doszły zawirowania w postaci pani na kasie. Okazało się, że wiedziony instynktem przyjechałem głównie po fajki, reszta produktów równie nie zdrowa zajmowała niewielki fragment taśmociągu. Towary przejechały, poprosiłem o bonusową wypłatę na kasie, spakowałem plecak. Rozpakowałem plecak i zacząłem szukać tego miniświstka “Sezamie-otwórz-się” z napisem M. Light.
Nie ma, no nie ma. Na szczęście mózg miałem dziś nie do końca wyprany więc sprawdziłem rachunek z kasy. Jest kurde, jest M. Light. To gdzie ten świstek? Zapytałem pani K. Pani K. wyciągnęła świstek spod lady.
Bez słowa.

jestesmy dzis monotematyczni.
wcale sie nie dziwie tej pani.. ciekawe ile w begii zarabia kasjerka..