
18:30 Wyjdę z pracy zanim zacznie padać.
19:45 Taaa, jasne :/
Korzystając z okazji, że i tak muszę tu siedzieć wyleję trochę frustracji, niech żyje swoim własnym sieciowym życiem.
Jeżeli zastanawiacie się co tutaj jeszcze robię, to przestańcie – już mówię. Instaluję Windowsa. Więcej instaluję Windowsa 7.
Jako że mamy do przeprowadzenia eksperyment na żywych i myślących organizmach trzeba im przygotować środowisko naturalne.
Wymaganie mieliśmy jedno – środowisko ma być wirtualne i działać na Virtual PC. Dostaliśmy wirtualnego Windows 7 Ultimate (czy podobnie). Virtual PC na Windowsa Viśtę nie wspiera tej zabawki więc trzeba było przeinstalować system hosta
Teraz Windows 7 działa na Windows 7
. Zawszę myślałem, że wirtualizacja powinna życie ułatwiać, no ale człowiek ma prawo się pomylić od czasu do czasu. Ok środowisko mamy.
Microsoft Visual Studio 2010. Popracowałem 30 minut (dodanie zależności do projektu próba użycia podpowiadania składni, zmiana 3 linii kodu, uruchomienie tego cudeńka, które popełnił kolega). Wrażenia? Ja chcę z powrotem mojego Linuxa z moim Eclipse.
Ja chcę konsolę z informacją o tym co robię źle, chcę miękką kozetkę u psychologa.
Ok, jestem uprzedzony. Ale od trzech dni najpierw inni a teraz ja próbujemy sprawić, żeby ten cały kram zadziałał. Marzenia o zostaniu administratorem czegokolwiek zostawiam komukolwiek. Bierzcie i korzystajcie. Windows na Windows na komputerze z 2GB ramu sprawia, że użycie notatnika staję się zupełnie nowym doznaniem. Mam nadzieję, że nasze żywe organizmy będą w prostej linii czerpały z DNA leniwców. Trzymam kciuki

0 Odpowiedzi do “Dzień jak (nie)codzień”