z góry zaznaczam, że nie będzie personalnie o mnie. nie będzie personalnie ani troche. nie mam ochoty. anyway dzisiaj zaczął się nowy semestr, nagle zrobił się tłumnie i szumnie. trawa na boisku skoszona, dzieciaki biegają za piłką, albo dookoła zieleni. wszystko się budzi do życia jeszcze trochę rozglądając, bo przecież wczoraj był pierwszy ciepły dzień. ja na razie mam zamiar to przemilczeć, przesiedzieć. praca, praca, praca. strasznie to uwalniające. później można sobie obserwować zieleń z okna pokoju jest taka neutralna. uspokajająca ?? (jak zwykle
). pierwszy dzień na karcie komunikacyjnej. pierwszy ze spacerem z własnej nie przymuszonej woli. a nawet z dwoma. pierwszy dzień po wczorajszej niedzieli z różańcem w kieszeni. kolejny w tej samej intencji. chciałbym, żeby została wysłuchana bardziej niż spełnienia mojego prywatnego skrywanego w najcieplejszym miejscu serca marzenia.
Archiwum dla marzec, 2008
podroze z i pod prad
Święta, święta
dzisiaj zostałem wysłany z koszyczkiem. jedyny w towarzystwie z kapturem na plecach i nie ubrany odświętnie. kilkanaście osób, może więcej dwie dziesiątki z górką. Przyszedł ksiądz, rozpoczął modlitwę. Pobłogosławił
- jajka – przeżegnały się jajka
- wędliny – przeżegnały się wędliny
Chleb też się przeżegnał.
Caffe Roso
Oto one:
Siedzę sobie przy starej operze vis a vis ludzkiego parkingu. Miasto pełne jest ludzi, którym tak samo jak mi pogoda nie pozwoliła siedzieć w domu. Właśnie jakiś Japończyk z doczepionym Tamronem próbuje trzecie ujęcie swojego kolegi.
frankfurt na zawianym łączu
no nic
aby mieć internet w akademcu na razie trzeba mieć otwarte okno na świat. okazało się, że sieć, którą wcześniej łapałem nie pochodzi z lotniska (FLUG – nazwa punktu dostępu) tylko z centrum sportu, które mam pod nosem. po zainstalowaniu klienta VPN i ustawieniu laptopa na parapecie działa
. nie będę się rozpisywał bo pozycja do tego nie zachęca powiem tylko, że dzisiaj obstrykałem mały fragment miasta. do odkrycia tutaj
śmieszna sprawa. polskiego żarcia jest niewiele mniej niż tureckiego. dzisiaj odkryłem dwa sklepy z polska zaje.. żywnością. spoko … okaże się
migawki z tygodnia
bedzie bez fotek i polskich (znowu) znakow ![]()
w dojczlandzie zlecial mi juz tydzien. obserwacje:
- niemieckie golebie sraja tak samo jak polski, niemieckie kaczki mowia w tym samym miedzynarodowym jezyku co polskie
- woda w kranie jest niezla, tzn. przy moim obecnym stylu zywieniowym gdyby woda byla tak kiepska jak w poznaniu nie wychodzilbym pewnie przez pierwszy tydzien z ubikacji
- akademik jest calkiem niczego sobie. pokoj mam swoj z oknem na swiat. jedyny brak wystepuje w kiblu, ale dopoki nie naucze sie poprawnie wymawiac zarowka po niemiecku, brak pozostanie
- podstawy niemieckiego same powolutku wchodza do glowy. najczescie jednak bardzo szybko przeskakuje na angielski. jednak pozbylem sie juz wstretu do wypowiadania zdan po niemiecku i raz po raz jakies sie przyplacze
znowu sie wypunktowalem a nie o to do konca chyba chodzilo. prawda jest taka ze nie jest tutaj zle, tzn. miasto mnie fascynuje, niemcy nie przeszkadzaja etc. nie czas i nie miejsce na porownania wiec powiem tylko co mnie tutaj zastanawia w pozytywny sposob.
komunikacja miejska. co prawda strasznie droga, ale bardzo dobrze rozwiazana (albo ja mieszkam w dobrej lokalizacji), nawet jak strajkuje (co sie niedawno zdarzylo) to w sposob poukladany i wczesniej zapowiedziany
innym aspetem komunikacji jest sposob pieszego i rowerowego poruszania sie po miescie. pisalem juz wczesniej jakie wrazenie zrobila na mnie mnogos sciezek rowerowych (chociaz dla mojej pracowej wspollokatorki udogodnienia rowerowe sa ponizej przecietnej), teraz mialem okazje obejrzec w praktyce jak to sie odbywa. rowerzysci sa jednymi z bardziej powazanych uzytkownikow drog (co bardzo czesto w perfidny sposob wykorzystuja) wiec zdarzylo mi sie obserwowac jak samochody jadace 2pasmowka zatrzymaly sie zeby przepuscic rowerzyste probujacego na czerwonym przejechac przez przejscie. kolejna kwestia, ktora mnie osobiscie cieszy jest zdrowe podejscie miasta do sygnalizacji drogowej. jezeli przechodze na czerwonym przez pasy gdy w odleglosci 300 m nie ma zadnego pojazdu dwu lub czterokolowego nikt nie robi z tego afery (no moze poza polakami
ale o tym za chwile). co wiecej jezeli nie ma sygnalizacji swietlnej a ja podchodze do pasow w wiekszosci przypadkow samochody sie zatrzymuja. co jest dosc mile chociaz blokuje ruch (gdyz ja nieprzyzwyczajony do tego typu uprzejmosci, przechodze dopiero gdy zaczna trabic
).
jako ze niedziele etc. postanowilem wybrac sie dzisiaj do kosciola, a ze ponoc jest tutaj (teraz juz na pewno) polska parafia postanowilem wybrac sie wlasnie tam. kawal drogi. za rzeka a wiec w czesci miasta, w ktorej do tej pory nie mialem okazji sie pojawic. pewnie za jakis czas bede mogl zaczac rzucac nazwami ulic i dzielnic co da wtajemniczonym pelniejszy obraz tego co sie dzieje, ale na razie nie czuje sie jeszcze dostatecznie w tej materii wyedukowany. wybralem sie wiec do polskiego kosciola, z polskim prawem majatkowym (w niemczech na tace rzuca sie w podatku, w polskim kosciele siega sie do portfela). dziwnie brzmiala mi polska msza, melodia inna od tych dominikanskich, zawartosc rowniez. kosciol wypelniony ludzmi mowiacymi po polsku. okolice pozastawiane samochodami na polskich “blachach”. dziwne wydawalo mi sie to ze i ksiadz i ministranci mowia 100% poslkim, bez zadnego brzeczenia brzmiacego germansko. smiesznie wygladal ministrant z zawiazanym sznurem od alby tak jak gdyby nosil zbyt luzne spodnie. cala reszta byla zupelnie normalna, dzieci od czasu do czasu beczaly, organistka zawodzila, wierni przykucali oddajac poklon. na koniec ogloszenia parafialne i pierwszy odglos niemieckosci na tym skrawku polskiej ziemi. na jakis cel zebrali ilestam ojro
pod kosciolem stali panowie rozdajacy ulotki zapraszajace na majowkowe party z polskim prawdziwym zespolem ze sztudgartu i polska kuchnia
ja zauwazylem tylko ze do polskosci w takim wydaniu zupelnie mnie nie ciagnie.
migawki ze spaceru (glownie po stacjach metra) wrzuce jak w koncu dorwe sie rownolegle i do laptopa i do internetu i do danych z karty pamieci. wtedy juz bedzie standardowym powykrecanym polskim spisane, przynajmniej postaram sie zeby takie bylo
Frankfurt o poranku
Wlasnie jestem przed spotkaniem z szefem. Jako, ze nie dorobilem sie internetu w moim kochanym akademiku pisze z niemieckiej klawiatury, przestawionej na us strone kodowa wiec bez polskich znakow
Jak samopoczucie ? Udalo mi sie wszystko zalawic z kwestii ktore moznabylo zalatwic wczoraj wiec nie jest zle. Caly czas czuje ze nie wiem wystarczajaco duzo(czyli prawie nic) zeby tu byc. Tak czy siak mam nadzieje ze uda mi sie dzisiaj zalatwic pozostale kwestie i nie zostac zabitym przez nowego szefa, przynajmniej na razie

