Archiwum dla październik, 2007

21
paź
07

“Wielka manipulacja się udała”

Udała się i całe szczęście. Rządy PiS były jednymi z najgorzej odbieranych przez moją skromną osobę. Ale tylko przez chwilę bo postanowiłem się od magistrali odłączyć. Cały czas wszędzie w okół mnie pobrzmiewał jakiś niesmak związany z tym i owym. Mnie zawiodła postawa tych, na których dwa lata temu głosowałem. Zobaczymy jak będzie tym razem, mam nadzieję, że demokracja dała szanse pewnym ludziom i oni tej szansy nie zmarnują. Ale jak na razie to tylko nadzieje.

W tym co się działo do tej pory bolało mnie kilka kwestii: niemerytoryczność dyskusji, socjotechnika manipulacyjna, niezgodność z przedwyporczymi obietnicami, która biła po oczach, szemrane układy i interesy pojedyńczych ludków. Ale najbardziej porażał mnie nieprofesjonalizm.Zarządzanie finansami, wizerunkiem, brak jakichkolwiek ruchów skierowanym ku sprawom najbardziej istotnym. Z całym poszanowaniem dla ludzi obarczonych psychicznym zniedołężnieniem, nie powinni się oni pchać na świecznik. Układy pewnie były, są i najprawdopodobniej przetrwają nas wszystkich. Szara sieć, wyimaginowane modele. Rozliczanie przeszłości, walka podkopowa. A gdzie dbałość o społeczeństwo. Gdzie pieniądze na naukę i edukację? Gdzie pochylanie się nad gospodarką, ułatwienia dla przedsiębiorców i pochylanie się nad tymi, którzy pomocy potrzebują. Może gdzieś tam to wszystko było ale znikało pod warstwą mułu w której pływała żabką ekipa rządząca ładując coraz to więcej dochodów z naszych podaktów na nieprzemakalne kostiumy.

Panie Kaczyński liczę na to, że chociaż tym razem dotrzyma Pan słowa i usunie się w cień bo tam jest Pańskie miejsce.

Okazało się, że w swoich poglądach nie jestem sam. Czas najwyższy spojrzeć w przyszłość i zastanowić się co w tej przyszłości możemy zrobić. Dla nas i dla tych co po nas. Bardzo się cieszę, że coraz więcej ludzi ma na ustach wypisane “po prostu mi zależy”.

19
paź
07

Troche prozy życia

19
paź
07

Nie kwacz wszystko będzie dobrze.

Humor polityczny mi się poprawił. Chociaż i tak przez bieszczadzkie akumulatorów doładowanie mam to wszystko w nosie. Nie, żeby mi nie zależało. Po prostu to co się dzieje “tam na górze” czasem odbiera mi apetyt.

“Nie rydzykuj, urna twoja mać”- może będzie lepiej, ważna jest świadomość a ta się chyba zmienia. Nie mnie oceniać, ale gdybyście zapytali odpowiedziałbym, że na lepsze. Przy założeniu, że nie wygra klan braci mniejszych przed przyszłymi zwyciezcami trudne zadanie. Po prostu Panowie i Panie jak już tam będziecie – proszę – nie spieprzcie tego! Bo alternatywy się kończą szybciej niż szynka za PRLu.

19
paź
07

Bieszczady bieszczady

No i w końcu się udało. Bardzo :)

Wyjazd był co prawda weekendowy ale i tak wdeptałem podeszwy w stopy prawie tak samo jak podczas najdłuższego (historycznego już) wyjazdu. Ponad 30 godzin w drodze, około 16 na szlaku, resztę przespałem. Ok, był jeszcze mecz ;) (czyli +2). Chyba po raz pierwszy w życiu górki nie przywitały mnie deszczem. Zawitaliśmy w wysokie partie Bieszczad koło 10.00 w sobotę. Plan był ambitny: caryńska + wetlińska. Udał się w połowie. I całe szczęście. Po drodze zmrożone błocko, zapomniane jabłka na drzewach, leniwie sypiący śnieg, cała masa słońca, przeszywający wiatr i odrobina ludzi. Dziwne jest to rozróżnienie, człowiek schodzący z caryńskiej w nieprzewiewnej kurtce, z zamarzniętą twarz, zmrożonymi resztkami herbaty w kubku i człowiek mozolnie podchodzący zboczem – w trampkach. Październikowe bieszczady to wiatr obniżający temperaturę grubo poniżej zera, a z drugiej strony niespotykana latem przejrzystość powietrza. Szare poranki i złote wieczory. Piwo w bazie i konserwa na szlaku.

Drugiego dnia spacer granicą. Nikt mi już nie wmówi, że kolory szlaków na mapach zaznaczane są z jakimś pomyślunkiem. No chyba, że autor był szybszy i sprawniejszy od pieska, który postanowił się z nami na granicę z Wetliny wybrać. Piesek nic sobie nie robiąc z temperatury i stomizny wbiegał szlakiem pod góre, od czasu do czasu odwracając się i patrząc na nas z wyrzutem – “dlaczego tak się wleczecie”. Droga z zachodu na wschód niedzielnym szlakiem okazała się zdecydowanie bardziej porywista i górnolotna niż moja wcześniejsza wschodnio-zachodnia przymiarka do tego szlaku. Wtedy było burzowo, teraz pięknie. Zrobiłem chyba z milion obrazków, część z nich tylko utrwalając na cyfrowej karcie pamięci. Reszta znalazła sobie miejsce w bardziej trwałym i odpowiednim kontenerze danych.

Tą częścią, której nie chcę opowiadać dzielę się z Wami tutaj .