19
kwi

Samstag

nie wiem, uparli się czy co ? od prawie miesiąca nie było normalnej pogody w weekend. nie wspominając już, że wcześniej też nie było. patrzenie na prognozy pogody przewijające się w firefoxie czy na igoogle mija się z celem. nie dość, że prawdopodobieństwo utrafienia przybliżonej prognozy waha się w granicach 50% w przypadku sprawdzania opcji na teraz i systematycznie spada.
Pomimo tego, również w taki dzień warto wynurzyć nos ze swojej nory chociażby po to, żeby zobaczyć reklamę biura rzeczy znalezionych w tramwaju :D fotka będzie przy okazji bo nie za bardzo miałem ochotę katować aparat w takich warunkach. obrazowo ujmując na części poszukiwany : sztuczna szczęka, w polu przeznaczonym na właściciela dziadek zakrywający ręką usta.
Wieść gminna niesie, że oprócz sztucznej szczeki można odzyskać jeszcze parasol :)

A w mieście byłem gdyż:
trzeba było dokupić, chochle, skrobak, łyżki i troche warzyw i owoców.

miała być najcudowniejsza zupa pod słońcem, okazało się, że będzie inna robiona przez węgra.
bez obaw odezwę się wieczorem. jak się nie uda to Ci którym zależy mogą zacząć się obawiać :D

07
kwi

kwiecień plecień

w zeszłym tygodniu w weekend było 22 stopnie powyżej temperatury przy, której woda przestaje być płynna. Co ma sobie pomyśleć człowiek, który budzi się w drugim tygodniu kalendarzowej wiosny i widzi to za oknem ? nie wiem co powinnien myśleć, powiem co pomyślałem.

pierwsza myśl: powrót do łóżka - klasyk.

druga: pora zweryfikować wiedzę na temat położenia geograficznego miasta

trzecia: w sumie nie jest tak źle w końcu ptaki śpiewają.

po aparat jednak musiałem się wracać. warto było bo podejrzewam, że to już ostatni śnieg, taki dla gapowiczów.

31
mar

podroze z i pod prad

z góry zaznaczam, że nie będzie personalnie o mnie. nie będzie personalnie ani troche. nie mam ochoty. anyway dzisiaj zaczął się nowy semestr, nagle zrobił się tłumnie i szumnie. trawa na boisku skoszona, dzieciaki biegają za piłką, albo dookoła zieleni. wszystko się budzi do życia jeszcze trochę rozglądając, bo przecież wczoraj był pierwszy ciepły dzień. ja na razie mam zamiar to przemilczeć, przesiedzieć. praca, praca, praca. strasznie to uwalniające. później można sobie obserwować zieleń z okna pokoju jest taka neutralna. uspokajająca ?? (jak zwykle ;) ). pierwszy dzień na karcie komunikacyjnej. pierwszy ze spacerem z własnej nie przymuszonej woli. a nawet z dwoma. pierwszy dzień po wczorajszej niedzieli z różańcem w kieszeni. kolejny w tej samej intencji. chciałbym, żeby została wysłuchana bardziej niż spełnienia mojego prywatnego skrywanego w najcieplejszym miejscu serca marzenia.

23
mar

Święta, święta

dzisiaj zostałem wysłany z koszyczkiem. jedyny w towarzystwie z kapturem na plecach i nie ubrany odświętnie. kilkanaście osób, może więcej dwie dziesiątki z górką. Przyszedł ksiądz, rozpoczął modlitwę. Pobłogosławił

- jajka  - przeżegnały się jajka

- wędliny - przeżegnały się wędliny

Chleb też się przeżegnał.

15
mar

Caffe Roso

Dzisiaj wpis zza okna. Siadłem sobie nieopodal starej opery i zapisałem myśli przelatujące przez głowę (tak, długopisem ;) ).
Oto one:
Siedzę sobie przy starej operze vis a vis ludzkiego parkingu. Miasto pełne jest ludzi, którym tak samo jak mi pogoda nie pozwoliła siedzieć w domu. Właśnie jakiś Japończyk z doczepionym Tamronem próbuje trzecie ujęcie swojego kolegi.
Sobota pełna jest ludzi rozmaitych barw i rozmiarów. Fontanny strzelają już w górę, słońce coraz milej się uśmiecha. Ja chyba powoli się aklimatyzuję - przynajmniej dzisiaj. Jeśli nie muszę nic załatwić to nierozumienie niemieckiego jest nawet przyjemne. Pobudza chęć do poznawania.
Szukam też analogii. Nawet nie trzeba się bardzo starać. Bułgarskie rodziny obwieszone złotem i wysmarowane żelem włóczą się po centrach handlowych. Rynek tętni życiem głównie z eksportu, etc.
Więcej tylko samolotów, dzieci na rowerach, języków i strzelistych budynków.
Jestem zafascynowany budynkiem na mojej trasie uczelnia - akademik. Okolice stacji metra na Leipziger Strasse. Przy dwóch zejściach dwa owocowe obozy. Z każdym wydłużającym się dniem coraz głośniejsze wojny: “Papaja cwaj ojroo.”
Trochę chaotycznie, prawda?! To wszystko przez zbyt długie przebywanie na słońcu.
Ps. Dodałem fotek, tam gdzie zwykle :)
09
mar

frankfurt na zawianym łączu

no nic :) aby mieć internet w akademcu na razie trzeba mieć otwarte okno na świat. okazało się, że sieć, którą wcześniej łapałem nie pochodzi z lotniska (FLUG - nazwa punktu dostępu) tylko z centrum sportu, które mam pod nosem. po zainstalowaniu klienta VPN i ustawieniu laptopa na parapecie działa :D. nie będę się rozpisywał bo pozycja do tego nie zachęca powiem tylko, że dzisiaj obstrykałem mały fragment miasta. do odkrycia tutaj

śmieszna sprawa. polskiego żarcia jest niewiele mniej niż tureckiego. dzisiaj odkryłem dwa sklepy z polska zaje.. żywnością. spoko … okaże się

09
mar

migawki z tygodnia

bedzie bez fotek i polskich (znowu) znakow ;)
w dojczlandzie zlecial mi juz tydzien. obserwacje:

  • niemieckie golebie sraja tak samo jak polski, niemieckie kaczki mowia w tym samym miedzynarodowym jezyku co polskie
  • woda w kranie jest niezla, tzn. przy moim obecnym stylu zywieniowym gdyby woda byla tak kiepska jak w poznaniu nie wychodzilbym pewnie przez pierwszy tydzien z ubikacji
  • akademik jest calkiem niczego sobie. pokoj mam swoj z oknem na swiat. jedyny brak wystepuje w kiblu, ale dopoki nie naucze sie poprawnie wymawiac zarowka po niemiecku, brak pozostanie ;)
  • podstawy niemieckiego same powolutku wchodza do glowy. najczescie jednak bardzo szybko przeskakuje na angielski. jednak pozbylem sie juz wstretu do wypowiadania zdan po niemiecku i raz po raz jakies sie przyplacze

znowu sie wypunktowalem a nie o to do konca chyba chodzilo. prawda jest taka ze nie jest tutaj zle, tzn. miasto mnie fascynuje, niemcy nie przeszkadzaja etc. nie czas i nie miejsce na porownania wiec powiem tylko co mnie tutaj zastanawia w pozytywny sposob.
komunikacja miejska. co prawda strasznie droga, ale bardzo dobrze rozwiazana (albo ja mieszkam w dobrej lokalizacji), nawet jak strajkuje (co sie niedawno zdarzylo) to w sposob poukladany i wczesniej zapowiedziany ;) innym aspetem komunikacji jest sposob pieszego i rowerowego poruszania sie po miescie. pisalem juz wczesniej jakie wrazenie zrobila na mnie mnogos sciezek rowerowych (chociaz dla mojej pracowej wspollokatorki udogodnienia rowerowe sa ponizej przecietnej), teraz mialem okazje obejrzec w praktyce jak to sie odbywa. rowerzysci sa jednymi z bardziej powazanych uzytkownikow drog (co bardzo czesto w perfidny sposob wykorzystuja) wiec zdarzylo mi sie obserwowac jak samochody jadace 2pasmowka zatrzymaly sie zeby przepuscic rowerzyste probujacego na czerwonym przejechac przez przejscie. kolejna kwestia, ktora mnie osobiscie cieszy jest zdrowe podejscie miasta do sygnalizacji drogowej. jezeli przechodze na czerwonym przez pasy gdy w odleglosci 300 m nie ma zadnego pojazdu dwu lub czterokolowego nikt nie robi z tego afery (no moze poza polakami ;) ale o tym za chwile). co wiecej jezeli nie ma sygnalizacji swietlnej a ja podchodze do pasow w wiekszosci przypadkow samochody sie zatrzymuja. co jest dosc mile chociaz blokuje ruch (gdyz ja nieprzyzwyczajony do tego typu uprzejmosci, przechodze dopiero gdy zaczna trabic ;) ).
jako ze niedziele etc. postanowilem wybrac sie dzisiaj do kosciola, a ze ponoc jest tutaj (teraz juz na pewno) polska parafia postanowilem wybrac sie wlasnie tam. kawal drogi. za rzeka a wiec w czesci miasta, w ktorej do tej pory nie mialem okazji sie pojawic. pewnie za jakis czas bede mogl zaczac rzucac nazwami ulic i dzielnic co da wtajemniczonym pelniejszy obraz tego co sie dzieje, ale na razie nie czuje sie jeszcze dostatecznie w tej materii wyedukowany. wybralem sie wiec do polskiego kosciola, z polskim prawem majatkowym (w niemczech na tace rzuca sie w podatku, w polskim kosciele siega sie do portfela). dziwnie brzmiala mi polska msza, melodia inna od tych dominikanskich, zawartosc rowniez. kosciol wypelniony ludzmi mowiacymi po polsku. okolice pozastawiane samochodami na polskich “blachach”. dziwne wydawalo mi sie to ze i ksiadz i ministranci mowia 100% poslkim, bez zadnego brzeczenia brzmiacego germansko. smiesznie wygladal ministrant z zawiazanym sznurem od alby tak jak gdyby nosil zbyt luzne spodnie. cala reszta byla zupelnie normalna, dzieci od czasu do czasu beczaly, organistka zawodzila, wierni przykucali oddajac poklon. na koniec ogloszenia parafialne i pierwszy odglos niemieckosci na tym skrawku polskiej ziemi. na jakis cel zebrali ilestam ojro :D pod kosciolem stali panowie rozdajacy ulotki zapraszajace na majowkowe party z polskim prawdziwym zespolem ze sztudgartu i polska kuchnia :) ja zauwazylem tylko ze do polskosci w takim wydaniu zupelnie mnie nie ciagnie.

migawki ze spaceru (glownie po stacjach metra) wrzuce jak w koncu dorwe sie rownolegle i do laptopa i do internetu i do danych z karty pamieci. wtedy juz bedzie standardowym powykrecanym polskim spisane, przynajmniej postaram sie zeby takie bylo :D

04
mar

Frankfurt o poranku

Wlasnie jestem przed spotkaniem z szefem. Jako, ze nie dorobilem sie internetu w moim kochanym akademiku pisze z niemieckiej klawiatury, przestawionej na us strone kodowa wiec bez polskich znakow :)

Jak samopoczucie ? Udalo mi sie wszystko zalawic z kwestii ktore moznabylo zalatwic wczoraj wiec nie jest zle. Caly czas czuje ze nie wiem wystarczajaco duzo(czyli prawie nic) zeby tu byc. Tak czy siak mam nadzieje ze uda mi sie dzisiaj zalatwic pozostale kwestie i nie zostac zabitym przez nowego szefa, przynajmniej na razie :)

23
lut

Sposób na rybę

Właśnie przypomniał mi się pomysł na fragmenty tego bloga :) miało być o gotowaniu. Dużo tego nie będzie, bo jakimś wybitnym kucharzem nie jestem, however jak się powrzuca jakieś lodówkowe pozostałości do gara a później doda trochę magii może wyjść całkiem niezłe danie.
Dzisiaj “Sposób na rybę“:

Składniki:

  • ryba :D (w tym przypadku zamrożona panga)
  • pomidoren (krojone + przecier - który dodaje w tych ciężkich zimowych czasach intensywności smakowi)
  • warzywa mrożone (jak kto lubi, ja stawiam na mieszanke włoską - pory, marchewka, seler + bonusowa marchewka)
  • papryka - ile kto lubi
  • troche cebuli
  • mozarella
  • bulion wegetariański
  • pieprz, sól, bazylia
  • kompania pomocowa

rys1. pomidoren - tym razem sos + krojone.

rys2. warzywen - jak widać głównie marchew. aha tym razem ta okrągła - parę groszy droższa od kostki, ale bardziej słodka.
Jak ?
Warzywa na patelnię. W kolejności cebula, papryka mrożonka. Trochę pieprzu i bulionu. Rybę trzeba rozmrozić. Ja testowałem dwa sposoby: wykorzystując energię z rozmrażających się warzyw i mikrwaves. Up to you. Więc warzywa muszą się rozmrozić, później lekko zmiekną (no chyba, że nie ;)). A właśnie czas na bazylię. Trochę. Będzie więcej jak przyjdą pomidory, które trzeba wydostać z puszek, kartoników czy butelek. Nie trudno zauważyć, że albo brudzimy garnek i przesypujemy warzywa + dodajemy pomidorów, albo kuchnię wlewając sos + krojone pomidory prosto na patelnię. Znowu up to you :). No i najwyższy czas na to żeby poszaleć z bazylią. Poszaleli ? ok. Czas to wszystko pchnąć do piekarnika na jakies parenaście minut w temperaturze ~200.
Naczynko żaroodporne. Warstwami paćka + rybka + paćka … (można robić warstwę z sera) no i na samej górze układamy mozarellę.
Chyba tyle. Czekamy, nieprzypalamy i jemy :)
22
lut

Palec boży

Historia jest dość zabawna. Pewnie większość z Was słyszała ją już ode mnie osobiście. Ostatnio zastanawiałem się czy ma głębszy sens. Chyba ma. Palec, który wskazuje gdzie można wylądować. Bo droga każdego człowieka, który się zatrzyma prowadzi w dół. A ja się naukowo powoli zaczynam zatrzymywać. Cały czas tracę więcej energii na opowiadanie o organizacji czasu, układaniu sobie pracy, niż robiąc to. Ale do meritum.

Pewnego dnia przechodząc w okolicy moich starych włości spotkałem jednego z moich dawnych sąsiadów. A, że sąsiadów miałem różnych, ten zaliczał się zdecydowanie do grupy różniejszych.

Ja: Dzień dobry.
On(wyskakując z grabą): Cześć młody. Chodzisz jeszcze ?
Ja(lekko oszołomiony):Ale dokąd?
On: No na spotkania anonimowych alkoholików
Ja(*): Hmm… Nie wydaje mi się żebym kiedykolwiek chodził
On (rozbity): To skąd ja cię znam ?
Ja: Byłem Pańskim sąsiadem
On:No ale to chyba dawno było … Masz fajkę?

(*) Z jednej strony ledwo powstrzymujący się od śmiechu, a z drugiej zastanawiający się czy może nie czas się ogolić